Czas czytania: 4 min

To był krótki wypad. Dosłownie dwa wieczory w ponurym Włocławku i cały dzień na ciekawy Płock. I mimo przejmującego, przedwiosennego zimna, uznaję zwiedzanie Płocka za całkiem udane. Chociaż nie brakowało kilku rozczarowań. Ale po kolei.

Płock na wiślanej skarpie

Do Płocka przyjechałem z Włocławka. Litościwie pominę włocławską część wycieczki. Ot, robotnicze miasto bez większych aspiracji turystycznych, kilka zabytkowych kościołów, zdegradowana najstarsza część miasta, ale za to mnóstwo lasów dookoła no i bliskość Wisły, to na pewno atut. I właśnie jadąc wzdłuż królowej polskich rzek dojeżdżam do Płocka. Dodać należy, że dojazd ten nie należy do zbyt łatwych. Oba miasta dzieli niby tylko 60 km, ale połączeń autobusowych jak na lekarstwo. O kolei nie ma nawet co marzyć. Ja korzystałem z oferty Polskiego Busa, szczęśliwie charakterystyczne czerwone autobusy przejeżdżają przez oba miasta na trasie Warszawa-Bydgoszcz-Warszawa. Płock świetnie widać jadąc właśnie od strony Włocławka, na wysokiej wiślanej skarpie górują charakterystyczne dwie wieże płockiej katedry. Po godzinie jazdy ląduję na dworcu autobusowym, kawał drogi od starego miasta! Dobrze, że komunikacja miejsca w Płocku działa dość sprawnie, dzięki czemu bardzo szybko można dostać się w okolice starówki, czyli najciekawszej części miasta. Przy okazji muszę przyznać, że centrum Płocka przypomina mi nieco Saloniki. Najważniejszą osią obu miast jest deptak, który przecinają jednokierunkowe ulice. Naprawdę przez chwilę przypomniał mi się deptak Arystotelesa w Salonikach! Wracając jednak do Płocka, to ulica Tumska jest jedną z najbardziej reprezentacyjnych miejsc miasta. To tu ulokowały się sklepy, banki, kilka kawiarni, kino. Tu też znajduje się najciekawsze muzeum Płocka, o czym za chwilę.

Płock został założony pod koniec X wieku przez Słowian. Wchodził w skład państwa pierwszych władców piastowskich, księcia Mieczysława I i króla Bolesława Chrobrego. W latach w latach 1079–1138 Płock stał się stolicą ówczesnego państwa polskiego po tym, jak władzę przejął Władysław Herman. Rok wcześniej utworzono tu biskupstwo mazowieckie. Z Płockiem związanych jest kilka ciekawych postaci, m.in. Ignacy Mościcki, Tadeusz Mazowiecki, oraz słynny podróżnik Tony Halik. Wszyscy uczyli się w Małachowiance, najstarszym liceum w Polsce istniejącym od 1180 roku.

Deptak prowadzi aż do katedry, słynnej z dwóch rzeczy: grobowców książąt piastowskich Bolesława Krzywoustego i Władysława Hermana oraz wykonanych z brązu drzwi płockich, równie świetnych jak te w katedrze w Gnieźnie. Niestety dzisiejsze drzwi to tylko kopia. Oryginał znajduje się w soborze św. Zofii w Nowogrodzie Wielkim w Rosji. Katedra jest pięknie położona na Wzgórzu Tumskim, ponad 60 metrów nad lustrem Wisły! Z placu katedralnego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na leniwie płynącą rzekę. Można stąd też zejść na piaszczystą plażę pod wiślaną skarpą, a trasę spacerową, którą przechodzi się przez najstarszą część miasta zaprojektował Stanisław Staszewski, czyli tata Kazika. A to nie jedyny “rockowy” motyw związany z Płockiem. Z tego miasta pochodzi przecież znakomity zespół Lao Che.

Do gniazda wracam gdzie powiat płocki
Kominy jak minarety, ląduję na ganku
Uwielbiam zapach benzenu o poranku*

Opustoszały rynek

Niestety środek tygodnia i dość chłodna aura nie pozwoliły poznać Płocka jako miasta tętniącego życiem. Takie jest w lecie, gdy odbywa się tu słynny festiwal Audioriver, ściągający do miasta tłumy wielbicieli muzyki elektronicznej z całej Europy. Przy bardziej sprzyjającej pogodzie płocki rynek jest pełny mieszkańców. Przyczyniła się do tego również polityka władz miasta, które chciały zapobiec wyludnianiu centrum i aby ożywić tą część Płocka, postanowiły przyciągnąć tu młodych ludzi tanimi, socjalnymi mieszkaniami. Program rewitalizacji centrum zakłada, że młodzi ludzie mogą mieszkać w takich mieszkań do momentu usamodzielnienia i nabycia własnego lokum, po tym czasie mieszkania zasiedlają kolejni młodzi lokatorzy. Ciekawie, modnie i skutecznie. Z opowieści przypadkowo spotkanych płocczan wiem, że program działa i latem na rynku oprócz turystów, bawi się mnóstwo młodzieży. Tym razem jednak rynek był opustoszały, a dodatkowo szpecił go remont fontanny. Ale dzięki temu płocka Afrodyta, bo takie miano nosi fontanna, ma w tym roku trysnąć w całej okazałości, z podświetleniami i muzyką. Tak, jak niegdyś, chociaż niewielu płocczan to pamięta, a trzeba odnotować, że fontanna w ich mieście była jedną z najnowocześniejszych w Polsce.

Muzealna perła Płocka

Miasto, chociaż dziś jedynie powiatowe, dzięki swojej historii może poszczycić się ciekawymi zabytkami, takimi, jak np. Małachowianka, ponoć najstarsza szkoła średnia w Polsce. Interesujące wystawy oferują także płockie muzea: diecezjalne, etnograficzne, czy wreszcie wspaniałe Muzeum Mazowieckie. I jeśli miałbym wymienić prawdziwą perłę Płocka, to nie będzie nią ani Wzgórze Tumskie z katedrą, ani plaża pod skarpą wiślaną, ani rynek, a właśnie Muzeum Mazowieckie. Usadowione w fantastycznie odremontowanej secesyjnej kamienicy, mieści nie tylko zbiory związane z historią Płocka, ale także fenomenalne rekonstrukcje mieszkań w stylu secesyjnym oraz w art deco! Już na pierwszą ekspozycję, rozmieszczoną na kilku piętrach opowieść o historii Płocka, warto zarezerwować przynajmniej godzinę. Jednak podziwianie kunsztownie zrekonstruowanych wnętrz z epoki, to kolejna minimum godzinna atrakcja. A jest co podziwiać: przepiękne secesyjne meble z roślinnymi motywami, elementy wyposażenia, biżuteria, szkło, ubiory, rzeźby i malarstwo. Wszystko także rozmieszczone na kilku piętrach kamienicy. Do tego znakomicie urządzone epokowe mieszkania, z podziałem na typowe dla tamtych czasów salony, gabinety, sypialnie, pokoje dziecięce, czy jadalnie. Z kapitalnymi meblami w stylu art deco, pokazującymi, jak wielki wpływ na sztukę designu miał ten styl. Naprawdę zwiedzając tę wystawę można się poczuć jak członek średniej klasy albo ówczesnej bohemy. Myślę, że zbiory Muzeum Mazowieckiego godne są wyprawy do Płocka, nawet jeśli ktoś zdecyduje się tylko na zwiedzanie tego muzeum. Tak przy okazji, w czwartki wstęp jest wolny. Mnie ucieszyła jeszcze jedna rzecz, której dowiedziałem się z rozmowy z pracowniczkami muzeum. Ekspozycja art deco oraz secesyjna, która tak mnie zachwyciła, to ponoć tylko czubek góry lodowej. Muzeum w magazynach posiada nieprzebrane zbiory eksponatów z tamtego okresu i chce je pokazać w nowej siedzibie, dedykowanej tylko wzornictwu z epoki art deco i art nouveau. Warto śledzić więc doniesienia z Płocka, prace nad nową ekspozycją ponoć już trwają.

Pełny wrażeń z wizyty w Muzeum Mazowieckim, zatrzymuję się jeszcze w jednej z licznych restauracji tuż przy rynku. Nie jest tanio, smak potraw też nie zrobił na mnie wrażenia, ale byłem tak przemarznięty, że liczyło się tylko, aby strawa była ciepła. Ogrzałem się, odpocząłem i ruszyłem spacerem w kierunku dworca. Polski Bus znów był punktualny, zaraz za mostem na Wiśle, już w zapadającym mroku zobaczyłem jeszcze majaczące dwie wieże płockiej katedry. Miło było zobaczyć w końcu Płock, bardzo fajne, chociaż tylko powiatowe miasto na skraju Mazowsza.

Galeria

*Baśń tysiąca i jednej nocy, Lao Che.