Czas czytania: 5 min

Roztocze według wielu amatorów turyzmu na dwóch kółkach, to jedno z najlepszych miejsc na rowerową wyprawę. I faktycznie, niewielkie odległości, zróżnicowane i bardzo malownicze ukształtowanie terenu, coraz lepiej rozwinięta baza turystyczna. Roztocze ma się czym pochwalić i czym przyciągnąć, ale moim zdaniem, do poprawy jest tam jeszcze bardzo wiele.

Rowerem na Roztocze

Roztocze zjechałem rowerem ponad 10 lat temu. Już wtedy ta kraina była popularnym celem rowerowych wycieczek, ale gnając przez charakterystyczne pola Roztocza położone na stokach wzniesień, nie spotkałem zbyt wielu amatorów turystyki rowerowej. Ówczesna wyprawa była kilkudniowa, trasa wiodła od perły lubelskiego renesansu, czyli Zamościa, przez Krasnobród, Susiec, Józefów, Zwierzyniec, aż po Szczebrzeszyn. Wtedy nie był to raj dla rowerzysty. Brakowało dobrze oznaczonych tras, ścieżek rowerowych w miasteczkach, wypożyczalni czy serwisu, dopiero remontowano gdzieniegdzie drogi. Ale te niedostatki rekompensowała przecudowna przyroda z meandrującym Wieprzem na czele, szumy na Tanwi, malowniczość wsi i miasteczek, uroki Roztoczańskiego Parku Narodowego, smak zwierzynieckiego piwa. Dlatego znowu chciałem odwiedzić Roztocze, przypomnieć sobie, jak wspaniałe jest to miejsce na wycieczkę, zwłaszcza rowerową.

Roztocze w jeden dzień

Tym razem nie było zbyt wiele czasu, więc zaplanowałem wycieczkę jednodniową. Odpuściłem piękny Zamość (jeszcze będzie okazja na osobną historię o Zamościu) i ruszyłem od razu do Krasnobrodu. Jest to jedna z najpopularniejszych wypoczynkowych miejscowości Roztocza, a przy okazji także uzdrowisko. Krasnobród to przede wszystkim świetny punkt wypadowy na rajdy po Roztoczu, tutaj można np. zacząć spływ Wieprzem, który w Krasnobrodzie jest zaledwie maleńką rzeczką. Trochę nie podoba mi się jednak to, że ostatnimi laty na rozlewiskach Wieprza w Krasnobrodzie zbudowano sztuczny zbiornik. Przyciąga on rzesze spragnionych słońca i wody plażowiczów, ale przez to zrobiło się tu tłoczno i hałaśliwie. W miasteczku warto zwiedzić Kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny i klasztor ufundowany ponoć przez Marysieńkę Sobieską. W przyległych do klasztoru budynkach znajduje się m.in. Muzeum Wsi Krasnobrodzkiej i ptaszarnia. Religijnymi zabytkami jest także położona w pobliżu klasztoru kapliczka Na wodzie i ulokowana na terenie rezerwatu za zalewem kaplica św Rocha. W zamkniętych kamieniołomach ponad zalewem znajduje się odrestaurowana niedawno wieża widokowa, z której rozpościera się piękny widok na ten nieszczęsny, krasnobrodzki zalew.

 

 

Do Zwierzyńca przez Guciów

Zagroda Guciów to znany od dawna punkt na mapie Roztocza. Tutaj mieści się małe, prywatne Muzeum etnograficzno-przyrodnicze, a także wiejska gospoda z lokalnymi daniami. Dostępne są też miejsca noclegowe. Miejscowość jest ładnie położona wzdłuż meandrującego aż do Zwierzyńca Wieprza. Jeszcze 10 lat temu to był właściwie jedyny przystanek na drodze z Krasnobrodu do Zwierzyńca, dziś co drugie gospodarstwo nastawione jest na turystykę. Można tu wypożyczyć kajak i od razu popłynąć Wieprzem do pięknego Zwierzyńca. Cieszę się, że Roztocze i jego mieszkańcy tak bardzo otworzyli się na turystów i ich oferta jest coraz ciekawsza i lepszej jakości.

Po godzinie jazdy rowerem docieram do Zwierzyńca, obowiązkowego punktu na mapie rowerowych i nie tylko wypraw po Roztoczu. Zwierzyniec to coś w rodzaju stolicy Roztocza. Tutaj mieści się Ośrodek Edukacyjno-Muzealny Roztoczańskiego Parku Narodowego wraz z ciekawymi ekspozycjami. To świetne miejsce animacji lokalnej kultury, warte odwiedzenia o każdej porze roku. Tym, co przyciąga turystów do urokliwego Zwierzyńca jest też piękna kaplica św. Jana Nepomucena Na wodzie, budynki dawnego zarządu Ordynacji Zamojskich, Pałac Plenipotenta (mieści się tu obecnie dyrekcja RPN) oraz oczywiście zwierzyniecki browar. Odniosłem wrażenie, że ten ostatni zabytek cieszy się szczególnym zainteresowaniem, co dziwniejsze, zwłaszcza rowerzystów. Ogródek piwny przy browarze był oblegany przez amatorów dwóch kółek i złocistego trunku, co nieco kłóci się z ideą trzeźwości w ruchu po drogach publicznych. Inna sprawa, że policji jakoś w ten weekend nie było szczególnie widać. Na szczęście, zaraz za Zwierzyńcem rozpoczyna się ścieżka rowerowa przez las, więc ewentualni amatorzy piwa na rowerze nie stwarzają większego zagrożenia na drodze.

W browarze można nie tylko spróbować piwa, ale także zwiedzić zabytkowe hale produkcyjne.  A trzeba dodać, że to jeden z najstarszych browarów w Polsce, jego powstanie datuje się na rok 1802. Warzono tu m.in. piwo porter i angielskie, a receptura warzenia trunku na lokalnych, zwierzynieckich wodach źródlanych pochodziła właśnie z Anglii. Dziś w browarze organizowane są rozmaite imprezy kulturalne, na początku sierpnia odbywa się Letnia Akademia Filmowa, a festiwalowe kino urządzone jest na leżakach na dziedzińcu browaru. Na terenie starej fabryki piwa zlokalizowano także wypożyczalnię rowerów. Wybór maszyn jest tu naprawdę imponujący, można nie tylko wypożyczyć rower miejski, turystyczny czy wózek dla dzieci, ale także rower elektryczny. Tej wypożyczalni nie pamiętam sprzed 10 lat, także kilku całkiem wygodnych ścieżek rowerowych biegnących przez Zwierzyniec, oraz prywatnej wypożyczalni i serwisu ulokowanej przy drodze z Krasnobrodu, gdzie użyczono mi kluczy do dokręcenia opadającego siodełka. Ot, uczynność tutejszych mieszkańców, wypada tylko podziękować.

Nad staw przez las

Z centrum Zwierzyńca pieszo przez las można dotrzeć nad Stawy Echo. To zespół kilku zbiorników wodnych powstałych przez spiętrzenie rzeczek na torfowiskach jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Dziś stawy to nie tylko serce Roztoczańskiego Parku Narodowego, ale także popularne miejsce rekreacji. A wszystko za sprawą malowniczej wydmy tuż nad wodą. Sosnowy las opadający drobnym, złotym piaskiem aż nad wodę, stworzył nad stawami naturalną plażę uwielbianą przez turystów, nieco przypominającą plaże nad Bałtykiem. Ponad plażą biegną specjalne drewniane kładki ograniczające ruch plażowiczów w lesie, który jest chroniony. Zaraz za stawami zaczyna się znakomita trasa rowerowa przez Roztoczański Park Narodowy. Utwardzona szeroka ścieżka, punkty przystankowe (to część szlaku Green Velo), oraz ciekawa atrakcja w środku lasu, przyciągają tu liczne wycieczki rowerowe. Tym ciekawym przystankiem może być hodowla tarpana umiejscowiona dokładnie przy ścieżce rowerowej. Można się zatrzymać i popatrzeć na dostojnie pasące się koniki.

Po krótkim plażowaniu nad Stawami Echo, odpoczynku przy wybiegu dla tarpanów, ruszam w kierunku Józefowa Roztoczańskiego. Nie można mylić tej miejscowości z niedaleko położonym Józefowem. Tam byłem podczas poprzedniej wyprawy rowerowej, ale zawsze warto zajechać do urokliwie położonego na skraju Puszczy Solskiej miasta. Jest tam kilka ciekawych zabytków z ratuszem z 1775 roku na czele, a na początku sierpnia odbywa się cykliczny Festiwal Kultury Ekologicznej. Tym razem skręciłem jednak wcześnie i przez Szopowe dotarłem do Stanisławowa. Wieś ta charakteryzuje się bardzo długą ścieżką rowerową. Podczas jej przybywania warto wyłapać między zabudowaniami wspaniałe widoki roztoczańskich pól. Schowane są nieco za pierzeją budynków wsi, ale to właśnie na zboczach za Stanisławowem znajdują się urokliwe widoki charakterystyczne dla Roztocza.

Pod górę do Rocha

Ostatni fragment trasy może być nieco męczący dla mniej wprawnych rowerzystów. Zaczyna się bowiem bardzo stromym podjazdem. Sytuację ratuje fakt, żę akurat w tym miejscu leży świeżutko położony asfalt. Ja kocham podjazdy. Zaciskam zęby, aby się na nie wdrapać i nie złamać zasady zakazu schodzenia z roweru. Wiem po prostu, że za każdym podjazdem czeka nagroda w postaci zjazdu. Tym razem nie było inaczej, ale zjazd był niesamowicie karkołomny z powodu nawierzchni. Niestety dobry asfalt szybko się skończył, a dziury na jezdni są w tym miejscu tak olbrzymie, że mocno trzeba trzymać kierownicę roweru, aby nie wylądować w rowie. Żeby wyobrazić sobie jak się tam zjeżdża dodam, że na ciężkim miejskim rowerze z trzema przerzutkami rozwinąłem na tym zjeździe prędkość 56 km/h! Ostatnią atrakcją tej krótkiej, jednodniowej trasy jest uroczo położona w lesie kapliczka św. Rocha. Legenda mówi, że po dwukrotnym przejściu stromymi schodami ponad kapliczką św. Roch odpuszcza wszystkie przewiny. Z kapliczki można lasem zjechać do Krasnobrodu, albo wracając do szosy podjechać do miasta asfaltem.

Opuszczam Krasnobród zmęczony upałem, przejechanymi kilometrami i procentami ze zwierzynieckiego browaru, ale mimo wszystko zrelaksowany. Roztocze, moim zdaniem, ma walory przypominające trochę atrakcje rozlewisk Narwi i Biebrzy. Wspaniała przyroda, dobre warunki do uprawiania turystyki rowerowej, ale też ciągle sporo braków, a więc i potencjał, który tylko czeka na odkrycie i zagospodarowanie. Na zakończenie pobytu na Roztoczu czekała mnie piękna niespodzianka. Wracając z Krasnobrodu wieczorem można podziwiać wspaniały zachód słońca nad drogą ulokowaną między lasami. Na pewno wrócę na Roztocze żeby przekonać się, czy potencjał tej krainy jest dobrze wykorzystywany, a produkty turystyczne i trasy rowerowe rozwijają się i stają się jeszcze lepsze.

Galeria