Czas czytania: 4 min

Co tam, że dyktatura, co tam, że zrobiło się drogo, trzeba w końcu poznać najbliższego sąsiada, pomyślałem parę lat temu o Białorusi. Tym, co mnie wtedy powstrzymało, była wiza. Płacić 100 zł za wjazd do tego raju? Tracić cały dzień na wyprawę do konsulatu w Białej Podlaskiej? O nie! Aż tu nagle nadarzyła się wyjątkowa okazja…

Na Białoruś bez wizy! Tę wyjątkowo dobrą nowinę przyniósł blog Paragon z Podróży (dzięki chłopaki). Wystarczyło kupić najtańszy bilet na jeden z meczów Mistrzostw Świata w Hokeju organizowanych w Mińsku. Koszt: 28 zł, dostawa w pliku PDF wprost z Ticketpro na pulpit komputera. Potem należało pokazać kod kreskowy z biletu na przejściu granicznym i witaj Białorusi! Słowem: tanio, prosto i przyjemnie, a mecz można było sobie spokojnie darować. Bilet kupiony, długi weekend zaklepany, książka System Białoruś Andrzeja Poczobuta przeczytana, a słówka rosyjskie powtórzone. Jadę!

Na przejściu

Przejście drogowe z Białorusią w Terespolu.

Granica w samo południe

Czwartek, pierwszy dzień długiego majowego weekendu odpuściłem, ciągle jeszcze męczył mnie jetlag po podróży do Panamy, ale w piątek rankiem zapakowałem się do busa do Łukowa. Pierwszy etap podróży poszedł gładko, 12 zł i godzinę przed pociągiem do Terespola byłem na dworcu w Łukowie. Potem przesiadka, kolejne 18 zł i zanim zegar wybił południe, wylądowałem w Terespolu. Opcje były dwie: poczekać prawie 4 godziny na pociąg do Brześcia lub podejść jakieś 3 km do przejścia granicznego. Najpierw opcja numer 2. Niestety, nikt z przejeżdżających granicę nie zamierzał zabierać turysty z małym plecakiem. Gdy w końcu jakiś Białorusin ulitował się i zatrzymał swoje auto, okazało się, że wiózł sporo towaru i będzie przechodził długą kontrolę. Trzeba było odpuścić, wrócić na dworzec i poczekać na pociąg. A więc znowu z buta i na dworzec. Do odjazdu pociągu do Brześcia 2 godziny, bilet za 12,78 zł kupiony i pozostało klapnąć w poczekalni. Ale w poczekalni, jak to w poczekalni, nuda. Ciekawiej zrobiło się w pobliskim barze przy frytkach i piwku, szczególnie, że o kilka kwestii związanych z podróżowaniem po Białorusi wypytałem dwóch wracających zza granicy rodaków backpakersów. Jeszcze godzinka i w końcu ruszę w kierunku Brześcia, posiedzę już w poczekalni i zobaczę, co tam słychać w internecie. Czas mijał i mijał, aż nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji…

Wymiana pieniędzy

Przed przekroczeniem granicy warto zaopatrzyć się w gotówkę.

Wsiąść do pociągu

Nawet nie zauważyłem kiedy w hali dworcowej i w poczekalni zrobiło się całkiem pusto. Na 15 minut przed odjazdem postanowiłem w końcu pójść na peron. Dziwne przejście podziemne – pomyślałem, patrząc na zasuwane automatycznie szklane drzwi. Gdzie jest guzik otwierający te drzwi? – zadałem sobie pytanie, gdy doszedłem do zamkniętego wyjścia na mój peron numer 3. Hm, może uda się wjechać tym śmiesznym dźwigiem towarowym? – pomyślałem i w ten sposób znalazłem się na peronie.
– Czy to jest pociąg do Brześcia? – pytam celniczkę przez płot na peronie.
– Tak, ale już nim nie pojedziesz – odparła.
– Co? Jak to? – mina mi zrzedła, szczęka opadła.
– Odprawa już się skończyła, nie możesz nawet przebywać w tym miejscu, następny pociąg jest o 22 – poinformowała celniczka z urzędniczym spokojem.
– O fuck! – zaburczałem pod nosem i wściekły wróciłem na dworzec. Co do licha? Jaka odprawa, przecież to nie lotnisko! Kontrola biletowa jest przecież w pociągu! Dobra, pociąg jeszcze nie odjechał, mogę oddać bilet, odzyskam część kasy – pomyślałem. Zanim dotarłem do kasy, już wiedziałem, że bilet nie podlegał zwrotowi i wymianie, sprytne! Pomiotałem się wściekły pod kasowym okienkiem, aż mój wzrok przykuła kartka z informacją, która zmroziła mi krew w żyłach:

Uwaga podróżni!
Oddział Celny w Terespolu uprzejmie informuje, iż odprawa podróżnych przemieszczających się pociągami lokalnymi relacji Brześć-Terespol i Terespol-Brzeźć odbywa się na sali odpraw. W związku z tym, odprawa podróżnych wyjeżdżających z Polski rozpoczyna się nie później niż 1 godz. przed planowanym odjazdem pociągu i zostaje zakończona 15 min. przed planowanym odjazdem pociągu.

-No kuuu…! To nie mogła kasjerka przy zakupie biletu poinformować o obowiązku odprawy? Nie mogli zapowiedzieć tego wcześniej przez megafon? Nie mógł przyjść jakiś celnik i spojrzeć, czy ktoś jeszcze nie został bez odprawy? – zakotłowało się we mnie. Wszyscy winni tylko nie ja… Powiesili jakąś badziewną kartkę przy kasie pośród tysięcy innych badziewnych kartek z informacjami, a mnie teraz szlag trafia, bo uciekł mi pociąg, na który przybyłem na dworzec 2 godziny przed odjazdem! Zgroza! Na szczęście logiczne rozumowanie wróciło w miejsce emocji:
-Co teraz robić? Znowu lecieć z buta na przejście i próbować łapać jakiś przejazd? Nie! Inne opcje? Czekać 8 godzin w nudnym Terespolu i dotrzeć do Brześcia o północy (przesunięcie czasu o 2 godziny). Jechać do Warszawy pociągiem za 2 godziny? Jechać do Białej Podlaskiej i kombinować jakieś Podlasie, Puszczę Białowieską, Supraśl czy inną Hajnówkę? W ostateczności pojechać do… Włodawy.

Terespol

W Terespolu kwitną usługi dla przekraczających granicę Białorusinów.

Na krańcach Europy

Eh, za kolejne 15 zł przejechałem się wzdłuż wschodniej granicy Unii Europejskiej, przejście graniczne w Sławatyczach już sobie darowałem. Robiło się coraz później, nie chciałem wylądować w polu bez noclegu, ponadto ciągle wkurzała mnie myśl, że zerwałem się o 6 rano po to, by o 16 być ciągle w czarnej d… Szybkie zwiedzanie Włodawy, krótkie zakupy w Lublinie, do którego dotarłem za kolejne 15 zł i w tym samym czasie, gdy kolejny pociąg do Brześcia właśnie odjeżdżał z dworca w Terespolu, zaparzyłem w domu ciepłą herbatę. A potem była nudna, deszczowa i zimna sobota z filmami i równie leniwa niedziela.

Cóż, chociaż ta wyprawa była największym fackupem w mojej podróżniczej karierze, nauczyła mnie jednego: trzeba mieć respekt nawet dla najsłabszego rywala, więc nawet do najkrótszej podróży trzeba się dobrze przygotować i mieć oczy szeroko otwarte na wszelkie informacje, które pozwolą podróż zrealizować łatwo i bez problemów. Złość już mi trochę przeszła. Ostatecznie, szczęście w podróży bardzo mi ostatnio sprzyjało, kiedyś musiało pójść gorzej. Mam nadzieję, że wyczerpałem już limit pecha i gapiostwa, i na Białoruś jeszcze pojadę. Nu pagadi, Baćka!